Starty dla Boga i Ojczyzny - ks. Gurgacz

Ks. Władysław Gurgacz urodził się 2 kwietnia 1914r. w Jabłonicy Polskiej niedaleko Krosna. Wychowywał się w rodzinie bardzo religijnej, dlatego marzenie o wstąpieniu do zakonu nie było czymś wyjątkowym. Jednak sama decyzja o wyborze drogi życiowej nie była łatwa, tym bardziej że nie pokrywała się ona z wolą matki, która pragnęła innego losu dla swojego syna. Mając oparcie w swojej siostrze Zofii w wieku siedemnastu lat wstąpił do zakonu Jezuitów w Starej Wsi. Tam po dwuletnim nowicjacie złożył pierwsze śluby zakonne. W latach 1933 – 1937 kontynuował naukę w Kolegium Jezuickim w Pińsku. W roku 1937 zdał maturę i został przeniesiony na studia filozoficzne do Krakowa. Dwa lata później w Wielki Piątek w obliczu niebezpieczeństwa grożącego Ojczyźnie, złożył na Jasnej Górze „Akt całkowitej ofiary”. Deklarował wtedy: „Przyjm, Panie Jezu Chryste ofiarę, jaką Ci dzisiaj składamy, łącząc ją z Twoją Najświętszą Krzyżową Ofiarą. Za grzechy Ojczyzny mojej: tak za winy narodu całego jako też i jego wodzów przepraszam Cię Panie i błagam zarazem gorąco, byś przyjąć raczył jako zadość uczynienie całkowitą ofiarę z życia mego”. 
Po wybuchu wojny, agresja Niemców zmusiła władze zakonne do podjęcia decyzji o ewakuacji kleryków na wschód. Władysław Gurgacz dotarł do Dubna na Wołyniu, gdzie rozpoczęły się aresztowania. Wtedy kleryk uciekł na zachód. W Chyrowie trafił do sowieckiego aresztu, gdzie po kilku dniach został zwolniony i przez zieloną granicę przedostał się do niemieckiej strefy okupacyjnej. Potem udał się do Starej Wsi a stamtąd do Nowego Sącza, gdzie kontynuował studia filozoficzne, a później w Warszawie studia teologiczne.

W roku 1942 na Jasnej Górze przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Teodora Kubiny. Pogarszający się stan zdrowia młodego kapłana zmusił go do opuszczenia Warszawy. To uratowało go przed śmiercią w masakrze, jaką Niemcy przeprowadzili w warszawskim Kolegium Jezuitów. Choroba kapłana zdiagnozowana jako owrzodzenie dwunastnicy zmusiła zakonnika do poddania się wielomiesięcznej kuracji zdrowotnej. W tym czasie pełnił obowiązki duszpasterskie w Kamiennej. Tam wygłosił swoje pierwsze kazanie. Jego gorliwość została dostrzeżona przez społeczeństwo oraz biskupa diecezjalnego Czesława Kaczmarka, który podczas wizytacji parafii wyróżnił młodego kapłana.

Wiosną 1945r. ks. Gurgacz trafił do Gorlic, gdzie został duszpasterzem w szpitalu powiatowym, a także kapelanem sióstr Służebniczek Starowiejskich. Swoją opieką duchową otaczał tych którzy wątpili i tych którzy odeszli od wiary. Podczas rekolekcji w 1948r. bardzo mocno podkreślił rozbieżności między nauką Chrystusową a rzeczywistością komunistyczną. Wtedy dwukrotnie próbowano zabić kapłana. W liście do swojego ojca duchownego tak opisał tą sytuację: „Gdy wracałem z kościoła, napadł mnie pijany komendant MO z pobliskiej wioski i bez pytania strzelił z pistoletu. Był jednak niewypał... Puścił mnie i znowu strzelił – ale tym razem niecelnie [...]”. Słowa wypowiedziane podczas rekolekcji w 1948r. zmusiły kapłana do zaprzestania posługi wśród ludności. Wypowiedź, która dotarła do bezpieki spowodowała zainteresowanie pracowników Wydziału V WUBP w Krakowie. Wszczęto postępowanie o kryptonimie „Jezuita”, mające na celu rozpracowanie ks. Gurgacza, który w raporcie nowosądeckiego UB wymieniony został na czołowym miejscu „listy przywódców organizacji nieujęty”. W obliczu zagrożenia życia ks. Gurgacz opuścił swoje miejsce zamieszkania i schronił się we Wróbliku Królewskim u por. AK Jana Matejaka. Tam po powiadomieniu prowincjała zakonu jezuitów, przystąpił do organizacji podziemnej. Oddział, pod dowództwem Stanisława Pióry „Emira” przyjął nazwę Pierwszy Podhalański Oddział Partyzantów pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Królowej Różańca Świętego, a później "Żandarmeria". W równoległym czasie bezpieka podjęła szereg działań, mających na celu odnalezienie ukrywającego się kapłana. Mimo licznych zasadzek i obław ks. Gurgacz nie został schwytany. Po przyjęciu funkcji kapelana oddziału partyzanckiego kapłan otrzymał stopień kapitana. Wkrótce na potrzeby konspiracyjne przyjął pseudonim „Sem”, które najprawdopodobniej było pochodną łacińskiego wyrażenia „Servus Mariae” – Sługa Maryi. Ks. Gurgacz był bardzo szanowany przez swoich podopiecznych o czym świadczą słowa "Był z nami w najtrudniejszych chwilach. Nigdy nas nie opuścił. Dodawał wiary i otuchy. Nawoływał do nieprzelewania niepotrzebnie polskiej krwi. Zawsze wspierał moralnie, tłumaczył sens oporu wobec komunistów". Nawet największy wróg kapłana mjr Stanisław Wałach – naczelnik Wydziału III WUBP opisał stosunek żołnierzy do swego kapelana tymi słowami: „Wierzyli mu i patrzyli w niego jak w tęcze…”.

Nieudana akcja przeprowadzona 2 lipca 1949r. doprowadziła do aresztowania ks. Gurgacza. Pomimo, iż on sam nie brał w niej udziału to sam oddał się w ręce organów ścigania twierdząc, że: „Moje miejsce jest tam, gdzie moich chłopców. Byliśmy razem dlatego do końca będziemy dzielić wspólny los”. Aresztowanemu postawiono kilka zarzutów m.in. udział w napadach rabunkowych, przynależność do organizacji antypaństwowej. Miesiąc po aresztowaniu ks. odbył się proces. Rozprawy odbyły się pod czujnym okiem pracowników UB, którzy zadbali o właściwe „zabezpieczenie procesu”. Wokół sądu krążyły patrole, zaś wszystkich wchodzących na sale rozpraw kontrolowano. Wydarzeniom na sali sądowej z dużym zaciekawieniem przyglądała się prasa, nie oszczędzając słów krytyki kierowanej pod adresem kapłana. Na zakończenie procesu pozwolono oskarżonym wypowiedzieć ostatnie słowa. Ks. Gurgacz rzekł wtedy: "Jako kapłan i jako Polak jestem niewinny. Nie żałuję tego, co czyniłem. Moje czyny były zgodne z tym, o czym myślą miliony Polaków, tych Polaków, o których obecnym losie zadecydowały bagnety NKWD […]Na śmierć pójdę chętnie. Cóż to zresztą jest śmierć?... Wierzę, że każda kropla krwi przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę”. Dnia 13 sierpnia 1949r. odczytano wyrok. Zgodnie z nim kapłan został skazany na karę śmierci. Po ogłoszeniu wyroku ks. Gurgacz trafił do krakowskiego więzienia na Montelupich. Tam w osobnej celi oczekiwał na wykonanie wyroku. Wtedy bezpieka próbowała zmusić go do podjęcia współpracy, a także nakłonić do napisania prośby o ułaskawienie do ówczesnego prezydenta Bolesława Bieruta. Kapłan zdecydowanie odmówił tym namowom.

W dzień święta Podwyższenia Krzyża i jednocześnie wigilię święta Matki Bożej Bolesnej ks. Gurgacz został wyprowadzony z celi i trafił do karceru, gdzie spędził kilka godzin. Wieczorem wraz ze Stefanem Balickim i Stanisławem Szajną kapłan został wprowadzony na miejsce kaźni. Tam po wysłuchaniu pieśni „Pod Twą obronę” oddano cztery strzały. Następnego dnia po egzekucji ciała przewieziono do prosektorium, zaś kolejnego dnia, nie powiadamiając rodziny i bez żadnych obrzędów religijnych ciała złożono w dwóch nieoznaczonych mogiłach na krakowskim cmentarzu Rakowickim. W roku 1969 za sprawą ks. Józefa Chromika ustawiono na grobie tablice na której widnieje sentencja „Attritus pro Deo et Patria” – Starty dla Boga i Ojczyzny.
W roku 1989 został zrealizowany niepisany testament ks. Gurgacza. Kapłan na kilka godzin przed śmiercią poprosił swoich przyjaciół, aby na jego grobie postawili mu brzozowy krzyż. Wolą zmarłego tak też się stało i w każdą rocznicę śmierci „Popiełuszki lat stalinowskich” odmawiana jest modlitwa za kapłana.

 

 

opracowała: DG





inne zakamarki



HOME